Wypadki samochodowe w Polsce - nie tylko prędkość zabija

Walka o bezpieczeństwo na drogach nie może opierać się tylko na łapaniu jeżdżących za szybko. Trzeba też pamiętać o poziomie wyszkolenia kierowców i stanie technicznym ich aut.

fot. Paweł Puzio

Zacznijmy od suchych liczb – w 2010 roku w Polsce doszło do 38 832 wypadków, w których zginęło 3 907 osób, a 48 952 odniosły poważne obrażenia. W porównaniu do 2009 roku oznaczało to spadek liczby wypadków o 12,1 proc. (5 364 zdarzenia), ofiar śmiertelnych o 14,6 proc. (665 osób), a rannych o 12,7 proc. (7 094 osoby). Prognozy na 2011 nie pozwalają liczyć na znaczącą poprawę sytuacji.

Dane te trzeba umieścić w szerszym kontekście – w ciągu ostatnich dziesięciu lat natężenie ruchu w Polsce wzrosło znacząco, ponieważ przybyło ok. 6 mln samochodów osobowych i 600 tys. pojazdów ciężarowych. Jednocześnie w porównaniu z rokiem 2001 liczba wypadków zmalała aż o 17 967 zdarzeń, ofiar śmiertelnych było mniej o 1 627, a osób rannych o 19 242.

Niestety, to za mało – spośród państw Unii Europejskiej to właśnie w Polsce notowany jest najwyższy wskaźnik śmiertelności na drogach. Mimo że np. w Niemczech liczba wypadków jest prawie ośmiokrotnie wyższa, to w Polsce na każde 100 wypadków ginie średnio 10,4 osoby. W Niemczech tylko 1,4.

Skąd ta różnica? Policyjne statystyki nie pozostawiają wątpliwości: do największej liczby wypadków dochodzi w dobrych warunkach atmosferycznych (23 452 zdarzenia w 2010 roku), w ciągu dnia (26 938) i na prostym odcinku drogi (21 370). Właśnie w takich warunkach w ubiegłym roku zginęło najwięcej osób – aż 2 592. Wniosek jest prosty – winna jest jazda z nadmierną prędkością. Przyczynę tę przypisano niemal, co trzeciemu z wypadków zawinionych przez kierowcę.

Profesor Jerzy Wicher z Politechniki Warszawskiej, ekspert ds. bezpieczeństwa "Forum Motoryzacja dla wszystkich" potwierdza, że prędkość należy do najważniejszych czynników, które trzeba brać pod uwagę podczas analizowania przyczyn wypadku. Ale należy ją umieścić w szerszym kontekście, np. poziomie umiejętności kierowców i ich wyobraźni.

– Gdy samochody jadą np. 72 km/h w niewielkiej odległości jeden za drugim, w ciągu sekundy przejeżdżają 20 m. Czas reakcji kierowcy to ok. 1 s, czyli zanim kierowca przeniesie stopę na pedał hamulca, przejedzie owe 20 m. Jeśli jeden z nich gwałtownie zahamuje, drugi nie ma żadnych szans na wyhamowanie, a wielu kierowców, zwłaszcza młodych, po prostu sobie tego nie uświadamia – wyjaśniai naukowiec.

– Wielu z nas się spieszy, wydaje nam się, że jeśli będziemy wyprzedzać wszystkie pojazdy jadące wolniej o 10 km/h, szybciej dotrzemy do celu. Tymczasem taka jazda na dystansie kilkudziesięciu kilometrów skutkuje czasem przejazdu krótszym o dosłownie kilka minut – dodaje prof. Wicher.

Wydaje się jednak, że policja zbyt często wymienia nadmierną prędkość jako jedyny powód wypadku. Ustalenie przyczyny takiego zdarzenia wymaga przeprowadzenia analizy i rekonstrukcji wydarzeń. Policjanci wypełniając karty zdarzenia drogowego, na podstawie których tworzona jest statystyka, nie zawsze robią przecież takie rekonstrukcje. W swojej pracy kierują się głównie zeznaniami świadków i analizą śladów.

– Przyczyną zdecydowanej większości wypadków jest błąd kierowcy. By go naprawić albo przynajmniej spróbować to zrobić, kierowca musi mieć czas. A z im większą prędkością jedzie, tym mniej tego czasu mu zostaje na naprawienie błędu – tłumaczy Jerzy Wicher.

Z czego wynikają błędy kierowców? Policyjne statystyki nie dają na to pytanie odpowiedzi. Milczą także na temat wpływu stanu dróg i natężenia ruchu.

Tymczasem raport Najwyższej Izby Kontroli opublikowany wiosną 2011 roku dowodzi, że niski poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce pozostaje w ścisłym związku ze złym stanem infrastruktury drogowej. Na co drugim kilometrze dróg są koleiny o głębokości powyżej 2 cm, na co czwartym – nawet powyżej 3 cm.

– W krajach Unii Europejskiej takie jezdnie, ze względu na bezpieczeństwo kierowców, wyłączane są z użytku. W Polsce spowodowałoby to jednak zamknięcie niemal połowy dróg. Dlatego drogi uszkodzone przez koleiny klasyfikowane są jako znajdujące się w złym stanie technicznym i jedynie ogranicza się na nich prędkość – czytamy w raporcie NIK.

Autorzy raportu podkreślają, że w Polsce brakuje najbezpieczniejszych rodzajów dróg: ekspresowych i autostrad. Budowa autostrad musi potrwać, ale zbyt mało jest także tzw. forgiving roads („dróg, które potrafią wybaczyć błąd”), które mają szersze pobocza, odpowiedniej konstrukcji, pochłaniające energię wsporniki znaków, barierki ochronne, czy białe perforowane pasy akustyczne oddzielające jezdnię od pobocza.

W oficjalnych statystykach wypadków komunikacyjnych w Polsce marginalną rolę odgrywa stan techniczny pojazdu, jednakże porównując statystyki polskie z niemieckimi można nabrać wątpliwości. Według danych niemieckiej organizacji DEKRA z 2010 roku, w wypadkach na niemieckich drogach uczestniczyło 19,9 proc. pojazdów z usterkami technicznymi i aż 6,6 proc. takich, których uszkodzenia były istotne dla zaistnienia wypadku.

Średnio aż 8-12 proc. wypadków w Niemczech powodowanych jest właśnie złym stanem technicznym samochodów. To chyba mało prawdopodobne, by pojazdy eksploatowane w naszym kraju były w lepszym stanie od tych zarejestrowanych za naszą zachodnią granicą.

Według cytowanego wcześniej raportu Najwyższej Izby Kontroli kursy nauki jazdy - pomimo wprowadzanych zmian - wciąż nie są w stanie dobrze przygotować przyszłych kierowców. – Zarówno przekazywana wiedza, jak i zdobywane umiejętności są niewystarczające. W efekcie zaskakująco niewielu uczestników kursu zdaje egzamin za pierwszym razem – twierdzą autorzy raportu.

Średnia dla całego kraju w latach 2009-2010 w żadnym z ośrodków nie przekroczyła 50 proc., a najbliżej tej granicy była Warszawa, w której pierwszy egzamin kończył się sukcesem dla 48 proc. egzaminowanych. Nie brakowało jednak ośrodków, w których za pierwszym razem egzamin zdawała, co czwarta z przystępujących do niego osób.

O niezbyt wysokiej skuteczności szkolenia przyszłych kierowców najlepiej jednak świadczy fakt, że ci z najmniejszym stażem (w wieku od 18 do 24 lat) spowodowali w ubiegłym roku aż 7 168 wypadków (23,4 proc. wszystkich zdarzeń), w których zginęły 724 osoby, a 10 293 zostały ranne.

– To nie jest nawet sprawą braku wiedzy, ale raczej niedopuszczania do świadomości faktu, że nawet na suchej nawierzchni podczas gwałtownego hamowania samochód nie zatrzyma się w miejscu, a w zależności od prędkości początkowej dopiero po kilkunastu, nawet kilkudziesięciu metrach – mówi profesor Jerzy Wicher.

Odpowiednie szkolenie jest bardzo ważne, ale najtrudniej zmienić mentalność kierowców. Nauka pewnych zasad powinna się zaczynać już na etapie przedszkola. Nawet, jeśli do tego dojdzie, na zauważalną poprawę zachowań kierowców musimy czekać jeszcze wiele lat.

opr. Paweł Puzio - na podstawie materiałów "Forum Motoryzacja dla wszystkich"

Autor: Paweł Puzio
22komentarzy
Dodaj nowy komentarz

Komentarze (22)

niech instruktorami zostana 17latkowie
Robus, 18.10.2011, 18:47
tylko nagła jej utrata
asa, 19.10.2011, 07:48
Wniosek jest prosty – winna jest jazda z nadmierną prędkością. Przyczynę tę przypisano niemal, co trzeciemu z wypadków zawinionych przez kierowcę.
Gdzie są autostrady, drogi szybkiego ruchu oddzielone kierunki jazdy, ogrodzenie terenów leśnych, obwodnice miast asfaltowane pobocze, zjazdy z drogi dla pojazdów wolnobieżnych w celu wyprzedzenia no i te dziury. Niech się o tym ekspert wypowie. Nieraz jest właśnie tak, że na prostej drodze kierowca wali w drzewo bo prubował uniknąć zderzenia z dzikiem czy łosiem.
droga do nieba, 19.10.2011, 08:50
driver, 19.10.2011, 11:55
stan techniczny aut, zależy w dużej mierze od stanu dróg.
Krzysiek, 19.10.2011, 11:57
Autostrady - będą ...płatne dla elit
nn, 19.10.2011, 12:55
Dokąd cały prawie nacisk w szkoleniu kierowców na naukę cofania po łuku będzie priorytetem i na tym nawiecej kursantów się oblewa na egzaminie to ilość wypadków się nie zmniejszy.
Skurek jest taki że delikwent w końcu po wielu podejściach do egzaminu,wykupieniu extra jazd i kilkukrotnym opłaceniu egzaminu perfekcyjnie nauczy się cofać po łuku a nie będzie umiał jeździć.
Takich potencjalnych zabójców wypuszcza się na drogi ale za to szkoły jazdy i ośrodki egzaminacyjne mają kupę dodatkowej kasy.
System szkolenia kierowców w Polsce to jest skandal.Chodzi nie o to żeby ludzi nauczyć dobrze i bezpiecznie jeździć ale o to żeby utłuc jak najwięcej kasy.
O zdawaniu egzaminu za łapówy już nie wspomnę.
stary szofer, 19.10.2011, 12:58
Dobrze pisze "stary szofer". Jak ja robilem kurs prawa jazdy to uczyli mnie jazdy po drodze dodam nie czolgania sie po ulicach, parkowanie odbywalo sie na parkingach ot coby dobrze zaparkowac miedzy liniami przodem i tylem. Natomiast kiedy moa corka uczyla sie jezdzic nauczyla sie swietnie parkowac na placu manewrowym w praktyce to bylo tak ze ja moj kurs zdalem za pierwszym razem i umialem jezdzic a corka za piatym razem jakos sie udalo ale i tak strach bylo na droge wypuscic .
Cristoph, 19.10.2011, 14:07
Zaczyna się coś zmieniać w mentalności osób zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego . Co prawda to jeden z nielicznych artykułów , gdzie nie epatuje się liczbami nietrzeźwych sprawców wypadków . Niestety społeczeństwo jest tak zmanipulowane , że sądzi ,ze to głównie oni są przyczyną tak kiepskiego poziomu bezpieczeństwa na drogach - gdy tak NAPRAWDĘ powodują oni ok 10% wypadków .
xyz=xyx, 19.10.2011, 14:39
Jak jadę zgodnie z przepisami przez te wszystki tzw. tereny zabudowane to schodzi mi ok 45min do 1h, a jak średnio +30km/h więcej to 25min - 30 min. Panowie Policjanci - nie ma mowy, będę zapierdalał, przez fotoradarem zwalniał, a za gaz do dechy, no może nie do dechy, ale do setki. W ten sposób myśli większość z nas za kółkiem, a totalną głupotą jest 60km/h w zabudowanym, szczególnie na jakichś zapyziałych wiochach, gdzie na ulicy nie widać żadnego rolnika.
Zap, 19.10.2011, 14:53
Ograniczenie prędkości jest nie ze względu na ruch, tylko żeby nie było tyle hałasu.
Gaaram, 19.10.2011, 16:18
Prawko zdałem za drugim razem - 3 latka już minęło i bez wypadku, stłuczki i punktów karnych. Jedynie spotykam tych baranów w alfach co myślą, że mają zabawki do karania to są bogami. Nie jesteście.
Zap, 19.10.2011, 14:56
Ktos jest chyba zupelnie bez wyobrazni i nie widzial drog u naszych zachodnich sasaiadow. Jak mozna porownywac te wertepy do normalnych autostrad. Pragne przypomniec ze u niemcow na autostradach nie ma ograniczen predkosci (poaza ozankowanymi odcinakmi). Jezdza tam bardzo szybko i jakos nikt taczkami trupow nie wywozi
gosc, 19.10.2011, 15:20
Chamstwo, chamstwo, chamstwo i brak znajomości przepisów.
To poza prędkością jest główną przyczyną wypadków.
krzyś, 19.10.2011, 15:33
zastepcze-auta.com.pl
aLE, 19.10.2011, 15:52
" Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu ", "nadmierna prędkość" - uniwersalne klucze statystyczne. A naprawdę to ustalono " prędkość jazdy" jako przyczynę zdarzenia w opiniach biegłych około 15% wszystkich zdarzeń. Wyprzedzanie na trzeciego - prędkość, potracenie pieszego = prędkość, poślizg na gołoledzi- prędkość , itd.itd. Nie wiadomo - prędkość. I to dlaczego nasze lekarstwa na wypadki są nie skuteczne.
A fakty granicy "obszaru zabudowanego" 1,5km za wsią bo trzeba łapać na mandaty, to oczywiste prowokowanie wykroczeń również tu gdzie tej "50" trzeba bezwzględnie przestrzegać. TO jak "roboty drogowe" oznakowane jeszcze 6 m-cy po ustaniu.
apache5, 19.10.2011, 16:04
Predkość nie zabija w każdym przypadku. To zmiana predkości zabija. Dajcie już spokój z tymi fanabejrami. Zatłoczone drogi jednojezdniowe zmuszają kierowców to różnych manewrów wyprzedzanie na trzeciego a przy tym gwałtowne przyspieszanie i tu właśnie to przyspieszanie może spowodować np. czołowe zderzenie, albo np. gwałtowne hamowanie, i bum w drugiego wiec dajcie sobie spokój już, jednostajna predkość nie powoduje zagrożenie tylko jej gwałtowna zmiana przy mniejszych predkościach również z tego powodu może dojść do wypadku. Prawa fizyki. Ruch należy upłynnić budujac prawdziwe autostrady oraz prawdziwe podkreślam prawdziwe drogi expresowe dwu-jezdniowe takie jak na odcinku Gorzów- Szczecin, czy Szczecin- Goleniów
kierowca osobówki, 19.10.2011, 16:50
Komentarz został usunięty.
Komentarz został usunięty.
Chu*jo*wy stan polskich dróg też zabija.
adi, 20.10.2011, 00:02
Komentarz został usunięty.
tam studzienki na początku remontowanej trasy zapadły się na 6-7cm, jeszcze przed końcem remontu całego odcinka. Niestety pisałem do Ratusza i ZDM i mnie po prostu olano. Może autor jako, tzw. media i ich siła coś wskóra??
Szanujący swoje auto, 21.10.2011, 21:33
może mniej wypadków u młodych kierowców powinno ię im dać przejechać z większą prędkosią a nie tylko do 50 mi niedano bo na ulicy gdzie było dozwolone 70 gość kazał jechać 50 to spowolnia ruch i każdy próbuje wyminąć więc poświęcmy więcej na edukacje
p.b, 01.12.2011, 17:33